Everything IS BLUE… czyli jak wybrałam się do Szanghaju na koncert Huang Zitao ;)

Cześć wszystkim, dawno już nie pisałam tego typu notki, ostatnio nie za bardzo mam ochotę się uwewnętrzniać na blogu, ale z drugiej strony chcę się pewnymi doświadczeniami podzielić, bo wiem, że dla niektórych może się to wydać interesujące, a poza tym dla mnie to też kartka z pamiętnika, do której mogę wrócić po latach. Jak widać w tytule, dzisiaj chciałam Wam opowiedzieć o koncercie, na który wybrałam się już w sumie prawie miesiąc temu. Emocje już zdążyły trochę opaść, więc notka może nie będzie aż tak chaotyczna, jak byłaby gdybym pisała ją zaraz po koncercie, no i postaram się raczej skupić na faktach czyli na tym, jak wygląda w Chinach taki koncert idola. Chociaż oczywiście będzie też trochę moich osobistych odczuć, więc z góry przepraszam, jak czasem mnie poniesie. I od razu mówię, że ja z zasady piszę dość obszernie, wiec jak nie lubicie dużo czytać, to nawet nie zaczynajcie ;p

Koncert, o którym Wam opowiem to koncert chińskiego idola Huang Zitao, znanego również jako Z.TAO lub przez wielu kojarzonych jeszcze jako Tao, były członek zespołu EXO. Wydarzenie odbyło się 15 czerwca 2019r w Szanghaju i był to jedyny koncert w tym roku, zatytułowany twórczo „IS BLUE”. Szczerze mówiąc, początkowo wahałam się, czy na niego jechać, ale zapewne wszyscy, którzy czasem zaglądają na tego bloga, zorientowali się już, jak dużą słabość mam do Tao, więc ostatecznie stwierdziłam, że skoro już jestem w Chinach, to się do tego Szanghaju pofatyguję. I nie żałuję, bo było warto, nawet jeśli kosztowało mnie to również trochę nerwów.

Notka podzielona będzie na trzy części, pierwsza będzie dotyczyła kupna biletów na koncert, druga „odbierania” idola z lotniska (czego myślałam, że nie będę miała okazji doświadczyć, ale jakoś tak wyszło, że mogłam to zobaczyć na własne oczy), a trzecia samego dnia koncertu czyli tej głównej części. Jeśli kogoś interesuje tylko sam koncert może od razu przejść do ostatniej części :P

Sprzedaż biletów

Sprzedaż biletów na koncert ruszyła jakoś w kwietniu, nie pamiętam, w który dzień dokładnie, ale to było mniej więcej dwa miesiące przed planowanym koncertem. Chociaż chwila, nie, skłamałam, to nie była sprzedaż, to była przedsprzedaż. Jednak nie oszukujmy się, jak nie kupiło się biletu w przedsprzedaży, ciężko byłoby kupić bilet z dobrym miejscem w momencie, gdy ruszyła sprzedaż oficjalna. Zwłaszcza że sprzedaż oficjalna zaczęła się dopiero tydzień przed koncertem, dosłownie.

Czym się różni przedsprzedaż od normalnej sprzedaży biletów? W przedsprzedaży nie można wybrać miejsc. Kupujesz bilet w określonej kategorii cenowej, ale miejsce system przydziela Ci automatycznie. Podczas normalnej sprzedaży możesz normalnie otworzyć widok sali i wybrać miejsce, które chcesz kupić. Tylko jak już wspominałam, w tym momencie niewiele jest już dobrych miejsc. Podczas przedsprzedaży algorytm wybierania miejsc działa chyba dość prosto, mianowicie im szybciej klikniesz „kup bilet”, tym bliżej sceny masz miejsce. Osobiście udało mi się zdobyć bilet w szóstym rzędzie, więc całkiem nieźle, miałam naprawdę dobry widok. Oczywiście to i tak nie były najdroższe bilety, bo na te nie było mnie stać. Mój bilet kosztował 680yuanów (jakieś 340zł) i była to trzecia kategoria cenowa. Najdroższe bilety kosztowały 1280, jeśli dobrze pamiętam, czyli mniej więcej dwa razy więcej. Nie pamiętam po ile były najtańsze, ale po przeliczeniu wychodziło chyba około 100zł, więc nie było źle, tylko że stamtąd to już kompletnie nie widziałabym sceny chyba.

To nie był pierwszy chiński koncert, na którym byłam lub na który chciałam iść, więc już przed rozpoczęciem przedsprzedaży wiedziałam, że kupno biletów na chińskie koncerty nie jest takie proste, jeśli jest się obcokrajowcem. Znaczy czasem nie ma problemu, klikasz, płacisz i masz bilet, jednak na niektóre koncerty wymaga się wprowadzenia numeru dowodu osobistego – chińskiego dowodu osobistego. Paszport nie przejdzie, próbowałam. Nie miałam pojęcia, czy w przypadku tego koncertu numer dowodu będzie wymagany czy nie, więc napisałam na oficjalnym weibo zapytanie o tę kwestię. Oczywiście konkretnej odpowiedzi nie dostałam, ale za to otrzymałam mnóstwo propozycji pomocy od chińskich fanek, które zaoferowały się, że kupią dla mnie bilet. Ostatecznie skorzystałam z jednej z takich propozycji, mimo że okazało się później, że mogłabym kupić bilet sama, to jednak zrobienie tego wspólnie z Chinką było raz, że bezpieczniejsze, a dwa, że przy okazji poznałam osoby, z którymi mogłam na ten koncert pojechać, a zawsze to lepiej mieć towarzystwo na koncert, chyba każdy się ze mną zgodzi.

W momencie gdy rozmawiałam z Chińczykami o kupowaniu biletów dowiedziałam się również o dość popularnej tutaj tendencji do kupowania biletów właśnie za czyimś pośrednictwem. Można było zapisać się na listę osób, które potrzebują bilet w jakiejś kategorii cenowej, później masterki (czy nie wiem, kto to był, ale tak to wyglądało) kupowały bilety w ilości hurtowej i rozdawały je w dniu koncertu. I to dosłownie w ilości hurtowej, przed halą koncertową była kolejka na prawie tysiąc osób po odbiór kupionych w ten sposób biletów. W sumie może było to rozsądne rozwiązanie, bo mój bilet kupiony w kwietniu, dotarł do mnie dopiero parę dni przed koncertem i szczerze to przez chwilę zastanawiałam się, czy w ogóle do mnie dotrze. Pewnie jakbym wiedziała, że odbiorę go dopiero w dniu koncertu, byłabym trochę spokojniejsza. Można było również kupić bilety na miejscu, oczywiście w cenie droższej niż oryginalna, ale fakt faktem, jeśli nie zdobyło się biletów wcześniej, zawsze można było zaryzykować i jednak na koncert przyjechać, bo istniało duże prawdopodobieństwo, że jeszcze uda się bilet kupić.

„Odbieranie” idola z lotniska

Mając już bilet w rączce, w czwartek 13 czerwca, wyruszyłam w podróż do Szanghaju, gdzie spotkać się miałam z kilkoma chińskimi fankami, z którymi umówiłam się wcześniej na wspólne zwiedzanie, nocowanie, no i oczywiście wspólny koncert. Mój samolot lądował na lotnisku w Szanghaju o godzinie trzynastej, a gdy już wylądowałam dowiedziałam się, że jakbym poleciała następnym lotem, to leciałabym jednym samolotem razem z Tao, no cóż, niestety ja przy kupowaniu biletu patrzyłam na jego cenę, a nie na możliwość spotkania idola w samolocie ;p

Na lotnisku spotkałam się z kilkoma chińskimi Hailang, które stwierdziły, że one chcą „odebrać” Tao z lotniska. Osobiście bardzo intryguje mnie ten dobór słów, to, że nie mówią, że chcą go zobaczyć, przywitać czy coś w tym stylu, tylko właśnie używają słowa, które wykorzystuje się, gdy przyjeżdżasz po kogoś na lotnisko, żeby go stamtąd odebrać i zawieźć do domu/hotelu.

Jestem pewna, że każdy kto trochę siedzi w temacie idoli, czy to chińskich czy koreańskich, nieraz widział jakieś filmiki z lotniska, gdzie fanki dosłownie rzucały się na swojego idola. Ja raczej rzadko takie rzeczy oglądałam, ale też czasem rzuciło mi się w oczy coś takiego. Co innego jednak widzieć to na filmiku, a co innego zobaczyć to na własne oczy. To było trochę przerażające, powiem Wam, przynajmniej dla mnie.
Samolot Tao przylatywał jakoś po piętnastej, a chyba jeszcze miał opóźnienie, więc od momentu, kiedy spotkałam się z dziewczynami, była jeszcze chwila czasu, zanim on się pojawił. W tym czasie na lotnisku zebrała się całkiem spora grupa fanek, która miała wielki problem, ponieważ na lotnisku w Szanghaju wyjść z samolotu można dwoma wyjściami „下边“ (na górze) albo “上边” (na dole) i nie wiadomo było, którym wyjdzie nasz idol. Uczę się chińskiego od trzech lat i mimo że są to absolutnie podstawowe słowa, to zawsze miałam problem z ich rozróżnieniem. Ale słowo daję, od tego dnia na lotnisku, już nigdy nie pomylę tego, które jest które.

Wracając do tematu, przez cały ten czas oczekiwania dziewczyny miotały się po lotnisku, przez chwilę czekając na górze, a później stwierdzając, że jednak wyjdzie na dole, a później, że może jednak na górze. Ostatecznie wyszedł wyjściem górnym, całkiem fajnie to wyglądało, bo do wyjścia jest taka kładka, więc było go widać już dużo przed tym, jak wszedł w tę strefę, gdzie czekały fanki. Bo później jak już wyszedł, to już nie było go widać, bo fanki dosłownie się na niego rzuciły, a ochrona za wszelką cenę próbowała je odepchnąć. Ja również stałam gdzieś w tamtej okolicy, ale nie tak blisko jak one, bo jednak stwierdziłam, że moja własna duma, a także szacunek do idola nie pozwala mi na to, żeby się tak na niego rzucać, nieważne jak bardzo nie chciałabym go zobaczyć. Odsunęłam się więc kawałek i stanęłam sobie przy drzwiach wyjściowych, bo w tamtym momencie akurat nikogo tam nie było. A ostatecznie i tak wyszło na to, że Tao przeszedł obok mnie, dosłownie na wyciągnięcie ręki, więc mogę powiedzieć, że widziałam idola z bliska, nie żeby to było coś super cudownego, przynajmniej nie dla mnie. Właściwie w tamtym momencie to przerażało mnie trochę to, co widziałam i jednocześnie serio mu współczułam tego wszystkiego. Chociaż jak na niego spojrzałam przez tę krótką chwilę, kiedy koło mnie przechodził, to miałam wrażenie, że jego już to i tak w ogóle nie rusza, pewnie przywykł. Dziewczyny „odprowadziły” go praktycznie do samego samochodu, więc dość długi kawałek drogi. A ja za nimi, bo jak niespecjalnie miałam ochotę gonić za idolem, to jednak nie chciałam zgubić dziewczyny, w której samochodzie były wszystkie moje bagaże. No a ona biegła za idolem, soo…. Na szczęście ochrona chyba nie wpadła na genialny pomysł, że cudzoziemka mogłaby być fanką chińskiego idola, bo nawet w momentach kiedy byłam dość blisko, to nie odganiali mnie, tylko pozwolili mi swobodnie iść przez ten parking, zapewne zakładając, że też po prostu przyleciałam tym samolotem i szukam swojego samochodu. Czasem jednak te blond włosy się na coś przydają xD Ale żeby nie było, nie wszystkie fanki się rzuciły jak wariatki na celebrytę, niektóre szły w pewnej odległości mniej więcej jak ja, a te, z którymi spędzałam większość czasu przez kolejnych kilka dni, to w ogóle się na lotnisko nie pofatygowały, bo nie widziały sensu w takim zachowaniu.

Tak to mniej więcej wyglądało, a to już w sumie prawie przed jego samochodem i to były śliskie schody, gdzie jednak trzeba było uważać, żeby się nie zabić, więc nie dało się rzucić na idola ;p… Widzicie, który to idol, gdzie ochrona, a gdzie fanki?

Co jeszcze mnie zafascynowało, to to, że większość z dziewczyn na lotnisku, miało całą listę celebrytów, którzy tego dnia lub przez kilka kolejnych mieli zamiar pojawić się w Szanghaju. Co chwilę słyszałam tylko coś w stylu „Jutro przyjeżdża Justin, w sobotę Zhang Yixing, w sobotę jeszcze ta aktorka i tamten idol”. Ja jeszcze rozumiem, że jak się jest fanem jakiegoś jednego artysty, to zna się jego grafik na pamięć, ale one dosłownie miały rozpiskę lotów chyba wszystkich chińskich celebrytów. Naprawdę jestem ciekawa, gdzie się takie informacje zdobywa i tak naprawdę po co im to wszystko, chyba będę musiała się zagłębić jeszcze bardziej w to, jak działają chińskie fandomy…

Dzień koncertu

Mimo że przyjechałam do Szanghaju na koncert, to wykorzystałam tę okazję i trochę pozwiedziałam (punkty widokowe, Disneyland, polska knajpa z pierogami xD), a także miałam kilka przygód (np. że chcieli mnie wywalić z hotelu w środku nocy czy problemy z szanghajskim metrem, przez które prawie spóźniłam się na samolot powrotny), ale o tym nie będę pisać w tej notce, jeśli jesteście tym zainteresowani, to piszcie w komentarzach, a napiszę dodatkową notkę na ten temat ;)

A tymczasem teleportujmy się do dnia 15 czerwca około godziny piętnastej, kiedy to razem z towarzyszącymi mi Chinkami dotarłyśmy na miejsce koncertu. Sam koncert zaczynał się dopiero o dziewiętnastej, więc byłyśmy trochę wcześniej, ale po pierwsze moja koleżanka musiała odebrać swój bilet (kupiony w sposób, o którym mówiłam wcześniej) czyli też musiała odstać swoje w kolejce, a po drugie chciałyśmy nazbierać trochę gadżetów fanowskich. Tak jak w Polsce przed koncertami zawsze odbywał się tak zwany kolejkon, tak w Chinach kolejek nie było w ogóle, za to przed salą można było zaobserwować swoiste targowisko. Wachlarzyki, banerki, lightsticki, torby, opaski na włosy, można było zdobyć wszystko, czego tylko dusza zapragnie, oczywiście wszystko związane z idolem, na którego koncert się przyszło, wiadomo. Część gadżetów można było zwyczajnie kupić, część była rozdawana za darmo, część trzeba było wcześniej zamówić na weibo i pod salą się je tylko odbierało. Osobiście nie jestem fanką tak zwanych „goodsów”, poza tym nie mam na to pieniędzy, więc zbierałam tylko to, co dawali za darmo czyli udało mi się zgarnąć ze trzy wachlarzyki, ze trzy banerki, torbę i lusterko (z czego większość oddałam koleżance, która jest chyba większą fanką Tao niż ja, a nie mogła być na koncercie, zostawiłam sobie tylko lusterko , które wprost uwielbiam <3).

To moje zdobycze, z których tak 80% już nie mam xD

Po zrobieniu zakupów lub w moim przypadku tylko pozbieraniu dóbr, około osiemnastej zaczęłyśmy się rozglądać za wejściem na koncert. Wejścia były dwa, w zależności od tego, w którym sektorze miało się miejsce. A niestety każda osoba z mojej ekipy miała miejsce w innym sektorze (bo nie kupowałyśmy biletów razem, tylko poznałyśmy się dopiero w Szanghaju), więc musiałyśmy się rozstać przed wejściem i każda poszła szukać swojego miejsca. Jak wspomniałam wcześniej, nie było kolejek, podchodziło się do wejścia i od razu można było wejść, trzeba było tylko przejść przez standardową kontrolę, znaczy prześwietlenie toreb itp. Gdy odnalazłam swoje miejsce, znalazłam tam trzy rzeczy, piankowy lightstick, bransoletkę na rękę świecącą na niebiesko oraz baner, na którym z jednej strony był napis „我会像你一样“ („Będę taka jak ty”), a po drugiej instrukcja, żeby podnieść go w czasie ostatniej piosenki czyli właśnie ”你也会像我一样“ („Ty też będziesz taki jak ja”)

Więc tak… Teraz powinnam napisać coś o samym koncercie i nagle zabrakło mi słów…

Koncert był zajebisty! *o*

Okej, to tyle, dziękuję…

A tak poważnie, to koncert naprawdę bardzo bardzo mi się podobał, ale nie wiem, ile jestem w stanie na jego temat napisać, bo szczegóły mi się rozmywają, byłam chyba zbyt podekscytowana tym wszystkim. Bo wiecie, na dobrym koncercie uczucie jest podobne do tego, jak się człowiek upije (szczęściem ;p), wiesz, że ci dobrze, ale następnego dnia nie pamiętasz prawie nic oprócz tego, że bawiłeś się świetnie. Przynajmniej ja tak mam. Ale mimo wszystko spróbuję coś napisać.

Wszystko zaczęło się punktualnie o 19:30, światła zgasły, rozbrzmiała muzyka, a po chwili na scenie pojawił się Huang Zitao śpiewający „Beggar” czyli piosenkę idealną na dobry początek. Pamiętam, że moją pierwszą myślą było „co on zrobił z włosami?”, bo jak później na zdjęciach widziałam, że są srebrnoszare, tak przy tamtym oświetleniu i z mojej perspektywy wyglądały na niebieskie i wydało mi się to strasznie dziwne. Ogólnie z mojego miejsca całkiem nieźle widziałam scenę, więc po prostu patrzyłam na scenę zamiast na ekrany. Oczywiście w ten sposób widziałam tylko efekt ogólny, nie widziałam szczegółów ubioru czy miny Tao, ale dla mnie to nie było takie ważne, bo osobiście chodzę koncertów słuchać, a nie je oglądać. A brzmienie było bardzo dobre.

Co pamiętam z koncertu? Że przy „BLACK WHITE” stracił oddech i nie dawał rady śpiewać, że „AI” brzmi na żywo sto razy lepiej niż na nagraniach, że z prawie wszystkich nowych balladek zrobił jedną długą, że na „好不好“ pomyślałam o wszystkich osobach, które czekają na tłumaczenie dramy, że na „十九岁” zszedł ze sceny i było go tylko słychać, a nie było widać (tylko tyle, co na ekranach), że na „One Heart” śpiewałam z nim tak głośno, że dziewczyna koło mnie musiała mnie nienawidzić, że na „The Road” prawie się poryczałam, bo to przez tę piosenkę w ogóle wylądowałam w Chinach i nigdy nie sądziłam, że usłyszę ją na żywo, a na „你也会像我一样“ to już serio płakałam, ale to też dlatego, że i Zitao połowę piosenki przepłakał zamiast śpiewać.

Pamiętam, że byłam mega podekscytowana i chciało mi się skakać i krzyczeć. I oczywiście krzyczałam, ale miejsca były siedzące, więc skakać było ciężko, chociaż ja i tak praktycznie skakałam na moim fotelu. Chinki siedzące koło mnie musiały myśleć, że wariatka, a ja i tak się bardzo powstrzymywałam i zastanawiałam się, jak one mogą po prostu siedzieć. Pamiętam, jak bardzo oburzyłam się, kiedy Tao zaczął dziękować fankom z różnych krajów i albo nie powiedział, albo nie usłyszałam, żeby powiedział coś o europejskich. Pamiętam, jak zaczął wymieniać wszystkie postaci, które grał w dramach, pytając, kogo lubimy bardziej i żeby ostatecznie dojść do tego, że jednak Huang Zitao jest lepszy niż Zheng Boxu. Pamiętam, że ogólnie rozumiałam więcej z tego, co mówił, niż się spodziewałam, że będę rozumieć, ale wciąż nie wszystko, zwłaszcza że fanki krzyczały i ciężko mi było czasem wyłapać słowa. Więc chyba i tak będę musiała sobie ten koncert obejrzeć na YouTube, żeby sprawdzić, ile naprawdę udało mi się zrozumieć, a ile wtedy nie wyłapałam mimo wszystko. Ale to dopiero jak wrócę do Polski pewnie. Pamiętam morze niebieskich świateł, pamiętam, że zrobiło to na mnie spore wrażenie, kiedy cała tak duża sala rozbłysła małymi niebieskimi punkcikami, widok był magiczny.

Ogólnie czas bardzo szybko mi minął, gdy skończyła się ostatnia piosenka miałam takie „Ale jak to? Przecież dopiero się zaczęło”, ale gdy spojrzałam na zegarek okazało się, że faktycznie minęły już ponad dwie godziny i czas się zbierać. Gdy prawdziwy idol zszedł już ze sceny, wtedy i mnie dostało się trochę z jego blasku, bo gdy wychodziłam z koncertu co chwilę zatrzymywały mnie jakieś Chinki, które chciały sobie ze mną zrobić zdjęcie, więc trochę mi zajęło, zanim udało mi się dotrzeć na spotkanie z moimi dziewczynami, haha xD

Ogólnie byłam zachwycona, ale wiecie, że ja nie jestem obiektywna, bo ja generalnie kocham koncerty, a poza tym kocham Huang Zitao, który jest moim drugim ulubionym azjatyckim artystą i w dużej mierze właśnie przez niego moje życie poukładało się tak, jak się poukładało. Jeśli chcielibyście, żebym jakąś myśl rozwinęła albo wytłumaczyła, bo napisałam niejasno, albo żebym napisała jeszcze o reszcie mojego pobytu w Szanghaju, piszcie w komentarzach. A także co myślicie o tym, co napisałam, czy chcielibyście się wybrać na taki koncert czy może niekoniecznie? Zapraszam też na mojego instagrama (13_hiddentrack), gdzie wstawiałam zdjęcia z Szanghaju, a w przypiętej instastory również wrzuciłam kilka nagrań z koncertu, więc możecie zobaczyć, jaki miałam widok. A tymczasem ja wracam do tłumaczenia dramy, no i niedługo napiszę też notkę o moim pobycie w Korei, gdzie pojechałam zaraz po koncercie. Stay tuned! :P

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

%d bloggers like this: