[TOP10] Azjatyccy Panowie czyli kto jest moim biasem :D

Hey, dziś niedziela, więc notka randomowa! W tym przypadku moja toplista azjatyckich panów, nazywana czasem również biaslistą, bo wczoraj miałam chwilę słabości po jednym drinku za dużo, i zaczęło do mnie docierać, jak bardzo niektórzy Azjaci potrafią zniszczyć mi życia samym tym, że są, i że są tak diabelnie utalentowani. Bo ogólnie to nie przy każdym to chyba pisałam, ale każda z wymienionych poniżej osób jest niesamowicie utalentowana muzycznie, lub aktorsko, lub oba naraz. Nie wiem, czy ich znacie, jeśli nie, polecam, jeśli tak, podzielcie się swoimi opiniami, czy może też któregoś z nich lubicie, czy może wręcz przeciwnie, lepiej unikać tego imienia w rozmowach z Wami. Czekam na Wasze komentarze i zapraszam serdecznie do zapoznania się z moją super listą ;)

10. Choi Seongyoon aka Y (Golden Child)

Mój najnowszy dobytek na biasliście. Jeśli ktoś ostatnio miał ze mną do czynienia pewnie kojarzy go jako „moje dziecko”. Bo ogólnie Golden Child traktowałam jak dzieci, jeszcze zanim właściwie zadebiutowali. I nie sądziłam, że mogłabym sobie tam znaleźć jakiegokolwiek biasa, bo przecież wszystkich ich kocham, ale no, jak dzieci, nie jak biasy. A tu się pojawił taki Y, na którego jak patrzę, to zastanawiam się why~~ T_T why wodzę za nim wzrokiem jak głupia, why, why, Y? W ogóle niedawno odkryłam nawet, że jak kiedyś dawno temu oglądałam dramę i wyczaiłam fajnego chłopaczka, chciałam sprawdzić kto to i nie mogłam nic znaleźć. I się okazało, że to właśnie Seongyoon był. Także no, dziecko mi trochę zepsuło światopogląd, meh, ale i tak go kocham <3

9. Yamada Ryousuke (Hey! Say! JUMP)

Yamada Ryousuke/Yamadzia/Madzia czyli człowiek, który nawet jak nie jest Twoim biasem, to i tak jest Twoim biasem. Naprawdę. Jego jedyna wada to to, że ma zaledwie jakieś 165cm wzrostu czyli jest niższy ode mnie przez co teoretycznie już nie kwalifikuje się na mojego biasa, ale jednak wciąż nie jestem w stanie przejść obok niego obojętnie. W sensie to ten rodzaj biasa, że jak go nie widzisz, to o nim nie myślisz, ale jak już go zobaczysz gdzieś w teledysku, czy na występie, czy w dramie, to nie jesteś w stanie odwrócić wzroku, ponieważ wiesz, że jest genialny w tym, co robi. Jeśli tego pana nie znacie, polecam obczaić, jak jpop Was nie interesuje, to chociaż w jakiejś dramie, bo chłopak jest naprawdę zajebistym aktorem.

8. Matsumura Hokuto (SixTones)

Moje słoneczko <3 Ogólnie tego chłopca odkryłam w Shounen Clubie jakieś 8 lat temu, jeśli dobrze liczę, kiedy jeszcze był słodkim dzieckiem, którego nikt nie zauważał i w ogóle prawie nie dawali mu do śpiewania żadnych linijek, ale ja już wiedziałam, że to jest moje słoneczko i że kiedyś wyrośnie i będzie ciacho. I jest! Sama się nie spodziewałam, że aż tak wyprzystojnieje, ale no, dziecko mnie nie zawiodło. I wszyscy mówili, że nie ma talentu, a teraz proszę, nie dość, że super aktor, to i na scenie wymiata! Teraz nic, tylko czekać na debiut SixTones :D

7. Yamazaki Kento

Kolejny pan, którego poznałam, jak jeszcze był dzieckiem, tylko jego akurat w jego pierwszej dramie, w której grał przesympatycznego hakera i mimo że była to postać poboczna, to całkowicie zdobył moje serduszko <3 A jak jeszcze zobaczyłam go jako L’a w dramie Death Note, to po prostu… nie no, nieważne, jak bardzo chcę go nie lubić, to i tak go uwielbiam

6. Miura Shohei

Ja w sumie sama nie jestem pewna, dlaczego tego pana kocham, ale kocham go. Jest super aktorem, ale poza tym roztacza wokół siebie taką pozytywną aurę, że jak go widzę, to od razu mi się gęba cieszy :D I kocham go zarówno za talent aktorski, jak i za to, jaki wydaje się prywatnie, z tego, co widzę na Instagramie i innych takich, zawsze jakoś sprawia na mnie takie pozytywne wrażenie i aż chciałabym go poznać osobiście :)

5. Kim Myungsoo aka L (Infinite)

Chyba jestem sama zdziwiona, że ten pan jest tak nisko w tym rankingu, zwłaszcza że jeszcze nie tak dawno temu nazywałam go swoim Przeznaczeniem, cóż, przeznaczenie chyba jednak da się oszukać, na to wychodzi. Dlaczego przeznaczenie? Część osób pewnie zna tę historię, ale jak ktoś nie zna, to i tak opowiem. Dawno dawno temu, gdy miałam lat 12, może 13 i absolutnie nie obchodzili mnie jeszcze Azjaci, za to miałyśmy z koleżankami hopla na punkcie wróżb andrzejkowych i co roku próbowałyśmy sobie wywróżyć nasze przeznaczenie. No i według tych wróżb, moje przeznaczenie to miał być 1) Azjata 2) grający na gitarze 3) urodzony 13 marca 1992 roku. Nie mam pojęcia dlaczego tak, nie pamiętam, ale spodobało mi się to wtedy, więc jak ktoś mnie próbował z kimś swatać, to było, że nie, bo kandydat nie spełnia którejś z tych cech. No i po latach, gdy miałam lat 19, przez przypadek wpadłam na dramę Shut Up! Flower Boy Band, no i wpadł mi w oko tamtejszy gitarzysta, no i stwierdziłam, że sprawdzę któż to, no i jak zobaczyłam datę urodzenia, to już było po mnie xD Wiem, że historia dość śmieszna, ale no, tak właśnie było. Ale żeby nie było, nie lubiłam go tylko za datę urodzenia, ale też za talent muzyczny i aktorski i za to, jak w jednej sekundzie z charyzmatycznego L’a potrafi przetransformować się w przeurocze dziecko szczęścia Kim Myungsoo. Chłopak naprawdę potrafił stopić moje serduszko i przez dobre 3 lata był na mojej biasliście numerem dwa. Więc jak to się stało, że jest teraz tak nisko? Właściwie to sama nie wiem, chyba po prostu za bardzo chciałam oszukać przeznaczenie…

4. Lee Minhyuk (MONSTA X)

Z kolei ten pan sama nie wiem, czemu jest tak wysoko, ale jakoś nie umiałam go dać niżej, bo jak na ten moment jednak jeśli chodzi o Koreańczyków to jest on moim bezsprzecznym numerem jeden. Po pierwsze od razu kupił mnie swoim głosem, i wyglądem, nie będę kłamać, że nie. Ale później dzięki koleżance zaczęłam oglądać występy i programy z MonstaX i jakoś tak z każdym obejrzanym czymś lubiłam go coraz bardziej. Jest takim kochanym słoneczkiem, że nie sposób jest go nie kochać po prostu <3 No, może poza tymi krótkimi momentami, kiedy w ogóle nie jest słodki i kiedy chyba bardziej go nienawidzę, no ale to się wytnie xD

3. Wang Dong Cheng aka Jiro Wang

Tamtaram! Przechodzimy do pierwszej trójeczki, do której załapał się pan, który był we właściwie każdym takim rankingu, które robiłam od 2010 roku, czyli że od 7 lat ma już zagrzane miejsce w moim serduchu. Zwykle był na 4 lub 5 miejscu, chyba nigdy niżej, a dzisiaj niespodzianka, awansował jeszcze bardziej. Ten człowiek jest ode mnie 12 lat starszy, ma już tyle latek na karku, że powinien być już poważnym człowiekiem, ale nie, nawet teraz wciąż wygląda identycznie jak 10 lat temu, gdy go poznałam i dalej zachowuje się bardziej jak dziecko. Jego instagram pełen jest głupich filmików z planu i cosplayów postaci z anime. I za to go kocham <3 Oczywiście poza muzyką, bo to zdecydowanie jest mój ulubiony głos ze wszystkich tajwańskich artystów, zarówno solowo, jak i jako członek Fahrenheit. Jeśli ktoś lubi dobrą chińskojęzyczną muzykę, to zdecydowanie powinien tego pana poznać :D

2. Huang Zitao

To jest człowiek, którego nigdy nie powinnam była poznać, ale który jakoś dwa lata temu bez ostrzeżenia pojawił się w moim życiu i jakoś nie chce sobie iść, meh. Ogólnie to pewnie większość kojarzy go jako byłego członka EXO, ale ja osobiście nigdy fanką EXO nie byłam, dalej nie jestem, no i chociaż zespół kojarzyłam, to zdecydowanie nie znałam jego członków. Także o istnieniu Zitao dowiedziałam się w zasadzie jakieś dwa dni po jego solowym debiucie i mnie nigdy nie będzie się on kojarzył z kpopem tylko zawsze w cpopem, który ogólnie zawsze lubiłam dużo bardziej. Pamiętam, że przyjaciółka mi pokazała jego piosenkę, stwierdzając, że jej się nie podoba. A ja przesłuchałam i miałam takie „o co ci chodzi, dobra jest przecież!”, parę dni później trafiłam też na jego występ z programu Let’s Sing Kids, ale w sumie nawet nie wiedziałam, że to on (wcześniej słyszałam tylko głos, nie wiedziałam, jak wygląda, a program oglądałam dla kogo innego, więc xD) i tylko widziałam, że ktoś będzie śpiewał „Silence” Jay’a Chou, a to jedna z moich najukochańszych chińskich piosenek i miałam takie „ok, gościu, nie wiem, kim jesteś, ale jak to spieprzysz, to obiecuję, że aż pofatyguję się do tych Chin, żeby cię znaleźć i porządnie walnąć”. Ale cóż, no, nie spieprzył. W sumie to jest chyba mój ulubiony cover tej piosenki, a znam ich jakichś dziesięć przynajmniej. Więc tym zdecydowanie mi się podlizał. Ale szczerze mówiąc, wtedy myślałam, że pozachwycam się przez tydzień, może dwa, miesiąc max, a później znajdę sobie jakiegoś innego artystę, kolejne fajne piosenki i nim całkiem przestanę się przejmować, przecież ile już miałam takich faz, że wielka miłość przez miesiąc, a pół roku później ledwo pamiętam, kto to był. Ale nie tym razem. Dlaczego? W sumie to chyba sama nie znam odpowiedzi na to pytanie, pewnie głównie przez jego muzykę, która robi ze mną dokładnie to samo, co muzyka pana na miejscu pierwszym czyli absolutnie niszczy moje poczucie rzeczywistości. A może po prostu dlatego, że mam słabość do idiotów, którzy są na tyle bezczelni, by rzucić wyzwanie całemu światu i osiągnąć to wszystko, co sobie wymyślili, nawet jeśli prawie nikt nie wierzy w to, że mogłoby im się udać. A o dziwo, zazwyczaj się udaje ;)

1. Akanishi Jin

Numer jeden jest tylko jeden! :D Ta pozycja nie zmienia się od prawie 10 lat, gdyż tego pana poznałam, gdy miałam lat 15 i grał w dramie bohatera, którego spokojnie mogłabym nazwać swoim ideałem faceta. Bohatera, nie aktora ofc. Ale ogólnie Akanishi kupił mnie przede wszystkim swoją muzyką, przy jego piosenkach potrafię płakać albo tańczyć, nie przejmując się w ogóle tym, że ktoś to widzi. Ale poza muzyką, to tu również sprawdza się to, że mam słabość do idiotów, którzy nie przejmują się tym, co myśli cały świat tylko mają odwagę i bezczelność, żeby zrobić to, co sami chcą. Podczas mojego „związku” z Akanishim przeżyłam już skandale randkowe, jego odejście z zespołu, ucieczkę do LA, powrót do Japonii, małżeństwo z Meisą i narodziny dwójki dzieci… To jedyny artysta, który naprawdę potrafi mnie wkurzyć i również ten, którego szczęściem cieszę się chyba bardziej niż swoim własnym. Kiedy widziałam, jak szczęśliwy był, gdy urodził się jego syn, to ja też się unosiłam pod sufitem ze szczęścia i znajomi patrzyli na mnie dziwnie, że co mi odwala. Także no, to chyba musi być miłość xD

Leave a Reply

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.

%d bloggers like this: