[FANFICTION] Just Curious

Hejj, planowałam dzisiaj zupełnie inna notkę, ale planowałam też wrócić do domu ok godz 17, a nie o 22, z czego do tej 22 pracowałam, i jestem mistrzem noża i śrubokręta, i ręka boli mnie przy każdym kliknięciu w klawisze, więc zdecydowanie nie mam już siły, by napisać to, co planowałam. Ale że dzisiaj sobota, a więc notka tak czy siak powinna się pojawić, to wstawiam opowiadanie, które napisałam… jakiś czas temu, nie pamiętam, kiedy dokładnie. Od razu zastrzegam sobie, iż moją główną inspiracją nie była osoba widoczna na gifie, ale raczej świat przedstawiony w tym teledysku. A co do bohaterów, to cóż, są całkowicie fikcyjni, ale jeśli chcecie z tego zrobić fanfiction, możecie sobie wstawić tam każdego, kto tylko Wam pasuje, i oczywiście podzielić się ze mną swoimi pomysłami, uwielbiam czytać Wasze komentarze :D Miłej lektury ;)

Zbyt pewny siebie. Arogancki. Z kpiącym uśmiechem na ustach. Ponoć był dobry w walkach. Ponoć, nigdy tego nie widziałam. Ludzie mówili o nim na ulicach, sporo, niektórzy go podziwiali, większość przeklinała. Niewielu miało odwagę powiedzieć mu to w twarz. Pieprzony książę podziemia. Zwykle tylko słuchałam plotek, nie miałam okazji, by je zweryfikować, teraz widziałam go pierwszy raz. Nie wiedziałam, dokąd idzie, ale nie wyglądało na to, żeby miała to być przyjacielska wizyta. A nawet jeśli miała być, to zanim tam dotrze, zdecydowanie chciał pokazać wszystkim dookoła, kto tu rządzi, w świecie ciemnych uliczek, gdzie nie sięgało oko oficjalnych władców i gdzie konfliktów raczej nie rozwiązywało się słowami.

– Pozer – nie zorientowałam się, że powiedziałam to głośno, dopóki nie poczułam na sobie spojrzeń ludzi, którzy stali w tłumie obok mnie. Najpierw jednej osoby, później dwóch, po chwili patrzyli na mnie już wszyscy. Włącznie z nim. No pięknie.

Właściwie widziałam, że nie od razu mnie zobaczył. Nie od razu zrozumiał, czym w ogóle zainteresowali się nagle ludzie. Nie sądziłam, by tak naprawdę usłyszał, co powiedziałam. Spytał o to kogoś, kto stał bliżej niego, przynajmniej zgaduję, że o to, nie usłyszałam, mimo wszystko na ulicy wciąż panował gwar, ludzie szeptali między sobą, na moje nieszczęście teraz szeptali o mnie. Ktoś mu na mnie pokazał, mówiąc coś cicho. Popatrzył na mnie, nasze spojrzenia spotkały się na chwilę. Gdybym odwróciła wzrok, pewnie by mi odpuścił, wiedziałam to, nie miałam pojęcia skąd, ale wiedziałam, nie było sensu przejmować się kimś, komu wyrwało się coś przypadkiem, ale okazał strach tylko pod wpływem jego spojrzenia. Tylko że ja nie umiałam oderwać od niego wzroku. Nie umiałam schować dumy do kieszeni i po prostu spuścić wzroku. Idiotka. Nie miałam pojęcia, co wyczytał w moim spojrzeniu, nawet nie byłam pewna, o czym właściwie myślałam w tamtym momencie. Chyba tylko tyle, że jestem ciekawa. Ciekawa, ile z zasłyszanych plotek jest prawdziwych. Zarówno z tych, powtarzanych przez mężczyzn o jego umiejętnościach jeśli chodzi o walkę, jak i z historii opowiadanych przez kobiety, mówiące zwykle o, cóż, innych jego atrybutach. Gdy się uśmiechnął, moje serce stanęło na moment, nawet jeśli… a może właśnie dlatego, że ten uśmiech nie mógł oznaczać nic dobrego. Przynajmniej nie dla mnie. Cholera.

Nie byłam pewna, w którym momencie wydał taki rozkaz, czy w ogóle to zrobił, czy ludzie zrobili to z własnej woli, ale najwyraźniej ktoś stwierdził, że stoję za daleko, że mogłabym uciec, gdybym chciała. Cóż, to byłoby pewnie najrozsądniejsze. Mimo to stałam bez ruchu, dopóki ktoś nie popchnął mnie w jego stronę. Nie wiedziałam, dlaczego to robili, co mogli z tego mieć, ale za każdym razem, gdy jedna osoba mnie puściła, ktoś inny zacisnął rękę na moim ramieniu. Prowadzili mnie do niego, choć w którymś momencie próbowałam się wyrwać, nie byłam w stanie tego zrobić. Cały czas czułam na sobie czyjeś dłonie, aż do momentu, gdy upadłam na ziemię tuż u jego stóp.

Jakaś część mnie bała się podnieść wzroku, mówiła, by czekać, aż to on wykona pierwszy ruch, w końcu sytuacja, w jakiej się teraz znalazłam, była tak cholernie upokarzająca. Najchętniej po prostu zapadłabym się pod ziemię, na której klęczałam ze wzrokiem skierowanym w dół, a o moim zniknięciu opowiadałaby wtedy przynajmniej jedna legenda miejska, a pewnie i więcej. Nie wiedziałam, czy zrobiliby ze mnie męczennika za sprawę, czy wręcz przeciwnie, czarny charakter, na pewno jednak nie zasługiwałam na bycie postacią z legend miejskich, jeśli bałam się podnieść wzroku i stanąć twarzą w twarz z konsekwencjami własnych czynów. Których nie żałowałam, tak swoją drogą, nawet trochę. Pchnięta tą myślą, albo jakąś inną, w sumie nie wiem, o czym wtedy myślałam, ale czy to ważne? Ważne, że ostatecznie zamiast zapaść się pod ziemię, podniosłam wzrok i popatrzyłam na niego najbardziej pewnym siebie spojrzeniem, na jakie było mnie w tym momencie stać. W skali od 1 do 10 była to pewnie jakaś czwórka, może piątka, ale jednak wystarczyło, by na jego twarzy znów pojawił się uśmiech, dokładnie w momencie, gdy nasze spojrzenia się spotkały. I cóż, ten podobał mi się dużo bardziej.

Nie zdążyłam się niestety nacieszyć widokiem, bo ułamek sekundy później poczułam, jak ktoś stawia mnie na nogi, a ktoś inny zakłada mi opaskę na oczy. To tyle z dobrych widoków. Tylko ciemność. Tyle. Cóż, bywało lepiej, nie powiem. Nie wiedziałam, kto mnie prowadził, jednak jego uścisk był w tym samym stopniu stanowczy, co delikatny, czyli po prostu trochę bolało, ale wydawało mi się, że raczej nie powinnam mieć później siniaków. Nie byłam też pewna, czy idę, bo muszę czy dlatego, że chcę, jakoś w ogóle nie przeszło mi wtedy przez myśl, żeby się wyrwać, nawet jeśli tym razem trzymała mnie tylko jedna osoba (i to na pewno inna niż ta, która wcześniej podniosła mnie z ziemi), więc może nawet by mi się udało. Wiedziałam tylko, że im dalej szłam, tym gwar miasta zdawał się uciszać. W którymś momencie usłyszałam szum morza, zdecydowanie wyraźniejszy niż w jakiejkolwiek części miasta, w jakiej bywałam. Co znaczyło, że byłam na obcym terenie i nawet gdybym się wyrwała, pewnie niewiele by mi to dało, bo i tak nie wiedziałabym, gdzie biec.

W którymś momencie poczułam, że wchodzimy do jakiegoś budynku. Rodzaj podłoża pod moimi stopami się zmienił, tak samo jak towarzyszący nam odgłos kroków. Po chwili dobiegł do mnie śmiech kilku osób, najwyraźniej ktoś, kto był tu przed naszym przybyciem, i najwyraźniej dobrze się bawił.  Znaczy do momentu, gdy mnie zobaczył. Chociaż nawet to nie przerwało zabawy na długo. Cisza w pomieszczeniu zapadła na może minutę, w czasie której ktoś podprowadził mnie bliżej i pchnął na jakąś kanapę, jednocześnie puszczając moje ręce, które odruchowo podniosłam do twarzy, by ściągnąć przepaskę zasłaniającą mi wcześniej oczy. W pomieszczeniu, w którym byłam, panował półmrok rozjaśniany jedynie światłem kilku stojących w różnych częściach pomieszczenia kolorowych lamp. Powiedziałabym, że nawet romantycznie, klimatycznie i w ogóle, ale tylko gdybym była tu sama, lub z jedną osobą i to z osobą, którą bym lubiła, lub więcej. A to zdecydowanie nie była taka sytuacja. Teraz wpatrywało się we mnie z zaciekawieniem co najmniej kilka par oczu, a twarzy żadnej z obecnych osób nie znałam. Chłopak, którego wcześniej skrytykowałam, siedział na kanapie obok mnie, nie byłam pewna, czy to on mnie wcześniej prowadził, czy po prostu szedł z nami, wydawało mi się, że jednak to pierwsze, bo nie dostrzegłam nikogo więcej z osób, które widziałam wcześniej w tłumie. Przez tą minutę czułam, że mnie oceniają, dopiero po tym ktoś zadał pytanie, kim jestem, co tutaj robię. Nie było jednak skierowane do mnie, a do niego. No tak, to jego przyjaciele, ja nie miałam prawa głosu. Odpowiedział, że mnie porwał. Że jestem ładna i inteligentna, i że stwierdził, że nadawałabym się na jego dziewczynę. Mówił to żartem, wiedziałam o tym, jego znajomi również, rzucali różne komentarze, kilku nawet zwróciło się do mnie parę razy. Czemu dałam się porwać i czy ich kolega też mi się podoba. Odpowiedziałam, że tak, że inaczej przecież nie dałabym się porwać. Śmiałam się, nawet jeśli wcale nie było mi do śmiechu. Usłyszałam kilka imion. Imion, które znałam z plotek, wiedziałam, że nawet jeśli wydawali się mili, potrafili o siebie zadbać. O siebie, o swoich ludzi i o swoje terytoria. A ja nie zaliczałam się do żadnej z tych kategorii, więc jeśli tylko powiedziałabym coś, co by się im nie spodobało, mogłabym równie dobrze spaść z wysokiego klifu do morza i liczyć na to, że jakimś cudem się nie zabiję. Wspólne żarty trwały może z piętnaście minut, może z pół godziny, ciężko było powiedzieć. Gdy nie widziałam słońca, traciłam poczucie czasu. W każdym razie po bardzo długiej chwili większość osób opuściła pomieszczenie, po kolei, każdy w końcu musiał jeszcze załatwić dzisiaj coś ważnego. Nawet jeśli wiedziałam, że większość z tych mega ważnych rzeczy to wymówki, nie zaprotestowałam, gdy kolejna osoba wyszła z pomieszczenia, zostawiając mnie samą z chłopakiem, który teraz patrzył na mnie z uśmiechem. Tym samym, o którym już wcześniej stwierdziłam, że nie oznacza nic dobrego.

– Co mówiłaś? – spytał, a ja w pierwszej chwili w ogóle nie zrozumiałam, o co mu chodzi. Przecież w ogóle się nie odezwałam. Przynajmniej nie od momentu, gdy wyszli jego przyjaciele.

– Co? – wyrwało mi się, nawet jeśli podświadomie czułam, że powinnam to wiedzieć

– Co mówiłaś? Wcześniej – naprowadził mnie. – Czemu ludzie uznali, że warto zwrócić na ciebie uwagę?

Aaaaaa, więc o to mu chodziło. Nie wiedział. Nie słyszał. Tak jak myślałam. Chociaż nie do końca. Myślałam, że ktoś mu powtórzył.

– Naprawdę nie wiesz? – zdziwiłam się szczerze. – Więc czemu tutaj w ogóle jestem? – spytałam, automatycznie próbując wstać z miejsca. Mogłam przecież skłamać, wymyślić taką odpowiedź, że nie będzie miał powodu, by mnie tu zatrzymać. Chociaż nie byłam pewna, czy powód w ogóle był mu potrzebny.

Gdy tylko się poruszyłam, zareagował od razu, wstając i lekko, ale stanowczo pchając mnie z powrotem na kanapę.

– Bo jesteś piękna i inteligentna – powtórzył to, co powiedział wcześniej innym, byłam pewna, że to tylko żart. – I wcale nie masz nic przeciwko temu, żeby tu być. Jesteś mnie ciekawa, a ja jestem ciekaw ciebie. Idealny układ, nie uważasz? – zaśmiał się.

– Kiedy przedstawiasz to w ten sposób, to faktycznie – przytaknęłam. – Chociaż nie wiem, skąd pomysł, że ja jestem ciekawa ciebie. Bo że ty chcesz wiedzieć, co wtedy powiedziałam, to w sumie logiczne.

– Nie interesuje mnie to, co powiedziałaś – stwierdził, siadając znowu obok mnie, tym razem zdecydowanie bliżej niż wcześniej. – Wiem, że tylko powtarzałaś plotki, a nie obchodzi mnie, co mówi o mnie ulica – stwierdził nonszalanckim tonem.

– Nie powtarzałam plotek – zaprotestowałam, nim zdążyłam ugryźć się język. – Po prostu wyglądałeś tam jak arogancki dupek, totalny pozer, nie moja wina!

Roześmiał się. Świetnie. Rozbawiłam go tylko. Po prostu super. Musiałam przyznać, że dobrze wyglądał, gdy się śmiał. Ogólnie dobrze wyglądał. Nawet jeśli nigdy nie sądziłam, że mógłby mi się spodobać ktoś o takim typie urody. Miałam ochotę wyciągnąć rękę i przeczesać mu nią włosy. Powstrzymałam się.

– Zresztą skoro cię to nie obchodzi, to po co pytasz? bez sensu – skomentowałam jeszcze po chwili, chyba tylko po to, żeby coś mówić.

– Sam nie wiem, chyba tylko po to, żeby zająć czymś usta, chociaż nie przeczę, że chętniej wykorzystałbym nieco inny sposób – stwierdził, uśmiechając się niewinnie, a mnie znów zaskoczyło to, jak bardzo był bezpośredni. – Albo żeby zacząć rozmowę. Chcę cię poznać lepiej, ty chcesz poznać mnie, chyba najlepszą opcją jest rozmowa.

Miał rację. Ale nienawidziłam tego, że miał rację. Nie potrafiłam mu przytaknąć.

– Skoro tamto cię w sumie nie obchodzi, to na dobrą sprawę chyba nie mamy o czym rozmawiać, bo wbrew temu, co ci się wydaje, wcale nie chcę cię poznawać, ani tym bardziej nie chcę, żebyś ty poznawał mnie – rzuciłam najbardziej pewnym siebie tonem, na jaki było mnie teraz stać. Tym razem była to przynajmniej mocna siódemka. – Więc może lepiej sobie pójdę – zaproponowałam, znów próbując wstać. Tym razem mnie nie zatrzymał. Nie od razu.

Nim jednak zdążyłam wyjść z pomieszczenia, jeszcze raz poczułam na skórze jego uścisk. Tak samo silny, ale dziwnie delikatny, jak każdy wcześniejszy, gdy mnie prowadził. Wiedziałam, że nie mogę uciec, ale nie dawał poczucia, że jestem więziona, raczej chroniona. Co nie zmienia faktu, że przez moment spanikowałam, gdy poczułam, jak odwraca mnie do siebie przodem i popycha tym razem nie na kanapę, a na ścianę za mną. Zabolało. Z moich ust wyrwał się cichy krzyk, który jednak został zduszony, gdy nacisnął swoimi wargami na moje. Teraz już wiedziałam, że przynajmniej jedna z plotek była prawdziwa – nie wahał się wziąć tego, czego chciał. W pierwszym odruchu zamarłam, jednak już sekundę później odwzajemniałam pocałunek, który był zdecydowanie bardziej namiętny i zachłanny niż jakikolwiek wcześniej w moim życiu. Nie znałam go, wiedziałam o nim tak niewiele, jak mogłam go całować, i to tak całować… Tknięta nagłym przebłyskiem resztek zdrowego rozsądku, przerwałam pocałunek i odsunęłam go od siebie, na tyle, na ile mi pozwolił, czyli niewiele.

– Nadal nie jesteś zainteresowana? – spytał z łobuzerskim błyskiem w oku. Oj byłam, nawet nie wiedział, jak bardzo.

– Teraz jeszcze mniej – rzuciłam z czystej przekory, wiedziałam, że mi nie uwierzył. Ale nie dziwiłam się, kto by uwierzył, po tym, co działo się przed chwilą. Mimo to nie zamierzałam zmieniać zdania. – Mogę już iść? Pewnie ktoś mnie już szuka.

– Do następnego razu – rzucił, jeszcze raz muskając moje usta swoimi, tym razem tak krótko i niespodziewanie, że w ogóle nie zdążyłam zareagować. – Nie zaprzeczaj, wiem, że wrócisz, będę czekał – powiedział mi do ucha niemal czułym szeptem, który tak bardzo nie pasował mi do tego, co pokazał mi wcześniej. Byłam zaciekawiona, coraz bardziej.

– Chyba w twoich snach – odfuknęłam jednak, odpychając go, bo tym razem mi na to pozwolił.

Szybko zrobiłam tych kilka kroków, które dzieliły mnie od wyjścia, obiecując sobie, że już nigdy więcej tu nie wrócę. Ale miał racje, kilka dni później wróciłam. Z ciekawości. A później znowu. I znowu. I jeszcze wiele razy. A za każdym razem poznawałam go coraz lepiej.

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

%d bloggers like this: