Samotność w Pekinie w Chiński Nowy Rok

Zacznę tę notkę od tego, że życzę Wam wszystkiego najlepszego w chińskim nowym roku. Tak, właśnie, 5 lutego 2019 roku rozpoczął się kolejny chiński rok, teraz jest to Rok Świni. Nie wiem, czy dotarła do Was ta informacja czy zaginęła gdzieś w natłoku codziennych spraw, ponieważ w naszym kraju nowego roku księżycowego się nie obchodzi. Niestety będąc w Chinach nie da się tego nie zauważyć. Czy to dobrze? Cóż, zależy dla kogo. Dla mnie, obcokrajowca mieszkającego w Pekinie, okres noworoczny to jakieś jedno wielkie nieporozumienie i w tym momencie naprawdę strasznie żałuję, że nie wróciłam na ten czas do Polski. Dlaczego? O tym będzie za chwilę i z góry ostrzegam, że to jest notka do pomarudzenia, więc przepraszam za nadmiar negatywnej energii, ale depresja sezonowa mnie dopadła i chcę tylko dotrwać do wiosny w tym momencie.

Zacznijmy tę notkę od tego, czym właściwie jest Chiński Nowy Rok? Krótko mówiąc, jest to po prostu nowy rok według kalendarza księżycowego. Co roku przypada on na trochę inną datę (według naszego kalendarza), ale zawsze wypada jakoś pod koniec stycznia lub na początku lutego, w tym roku akurat był to 5 luty. W Chinach dzień ten nazywany jest 春节 (chunjie) czyli dosłownie Święto Wiosny. Wiosny jednak ani widu ani słychu, przynajmniej w Pekinie, wręcz przeciwnie, pierwszego dnia nowego roku widziałam pierwszy w tym sezonie śnieg. Który prószył może jakieś pół godziny, a później nie było po nim śladu, eh. No, ale schodzę z tematu. Dla Chińczyków 春节 jest najważniejszym świętem w roku, tak ważnym, jak dla nas Boże Narodzenie, a powiedziałabym, że nawet bardziej. W tym okresie wszyscy wracają do swoich domów rodzinnych, zbierają się razem z całą rodziną, lepią pierogi (takie podobne do naszych, jak normalnie chińskie pierogi 饺子 (jiaozi) są całkiem inne od naszych, tak robione na Nowy Rok水饺 (shuijiao) są bardzo podobne do naszych, tylko farsz trochę inny), potem te pierogi jedzą, piją 白酒 (baijiu, taka chińska wódka, alkohol 60%), oglądają galę noworoczną na CCTV, o północy puszczają fajerwerki, czyli generalnie dobrze się bawią w gronie rodziny i przyjaciół. To jest okres, kiedy je się w ciągu kilku dni więcej niż normalnie w ciągu paru miesięcy, okres, kiedy codziennie odwiedza się krewnych lub znajomych, a wszystkie ciotki pytają, dlaczego nie masz jeszcze dziewczyny/chłopaka, a jeśli masz to kiedy ślub/dzieci itp. Brzmi znajomo? Myślę, że nasze Boże Narodzenie wygląda trochę podobnie. Więc jak już mówiłam, dla Chińczyków jest to bardzo ważny czas, którego wszyscy wyczekują, a gdy już przyjdzie, to spędzają go bardzo radośnie.

A co z obcokrajowcami? Cóż, niektórzy mają szczęście i dobrych chińskich znajomych, którzy zapraszają ich na wspólne świętowanie. I jeśli taki obcokrajowiec dostanie zaproszenie do chińskiej rodziny, to jestem pewna, że nie będzie się nudził i że będzie to dla niego bardzo ciekawe doświadczenie, zwłaszcza że Chińczycy chcą zawsze pokazać swoje tradycje od jak najlepszej strony. Nie wszyscy jednak mają tyle szczęścia, niestety ja w tym roku nie miałam. Nie zostałam zaproszona nigdzie na wspólne świętowanie, więc nie miałam za bardzo wyboru i zostałam w Pekinie, który… opustoszał. Dosłownie. To jest miasto, które normalnie tętni życiem, nieważne, o której godzinie bym nie wyszła, to ulice zawsze pełne są ludzi, a samochody, skuterki i rowery tworzą na skrzyżowaniach chaos, którego nie pojmie nikt, kto nigdy tutaj nie był. Lecz nagle, z dnia na dzień, nie było tu prawie nikogo. Zero kolejek w supermarkecie, prawie żadnych samochodów na ulicach, nawet taksówek było niewiele. Wszyscy wyjechali. Wszyscy wrócili na święta do domów. Pozamykali restauracje, kawiarnie, nawet supermarkety. I to nie na jeden dzień. Na tydzień. Albo półtorej. Niektóre na jeszcze dłużej. Nawet nie wyobrażacie sobie mojej rozpaczy, gdy 29 stycznia wyszłam coś zjeść i odkryłam, że absolutnie każda z restauracji, w której normalnie jem, jest zamknięta. W kawiarni, do której zwykle chodziłam się uczyć, oczywiście również zastałam zamknięte drzwi. Ostatecznie nie zostało mi nic innego jak zjeść obiad w McDonalds, bo tego typu sieciówki były otwarte dłużej. Dzisiaj jest 9 luty, a ja musiałam przejść przynajmniej z dwa kilometry, żeby znaleźć jakąś kawiarnię, która byłaby już otwarta. A mieszkam w takiej części Pekinu, gdzie naprawdę jest mnóstwo lokali wszędzie dookoła. I większość z nich wciąż jest zamknięta, chyba od poniedziałku je otworzą. Przynajmniej taką mam nadzieję, bo już mam serdecznie dość kanapek z chińskiego McD, poważnie, dzisiaj poszłam do japońskiego fastfooda dla odmiany, ale to jednak wciąż fastfood. Myślicie, że niedziele niehandlowe są straszne? Albo sklepy zamknięte przez dwa dni na święta? To wyobraźcie sobie przeżywać to cały tydzień, sama nie sądziłam, że będzie to aż takie ciężkie, eh… Ja chcę do Polski….

Dobra, wyżaliłam się. Sama nie wiem, co miała na celu ta notka, chyba chodziło właśnie tylko o to, żeby sobie pomarudzić. Niestety w związku z tym, że nie dostałam zaproszenia na świętowanie w chińskim domu, to nie za bardzo jestem w stanie Wam powiedzieć, jak to wygląda, no, poza tym, co sama usłyszałam od innych. W każdym razie jeśli macie znajomych Chińczyków, którzy zapraszają Was na chiński nowy rok, korzystajcie, myślę, że naprawdę warto. Ale jeśli mielibyście spędzić ten dzień w Chinach samotnie, uciekajcie, tu wcale nie jest fajnie, jak się jest samotnym obcokrajowcem, niestety. Szkoda, że bilety do Polski takie drogie teraz, by bym wróciła, ale niestety, trzeba było się opamiętać miesiąc temu, teraz to już nie ma sensu…

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

%d bloggers like this: