[OPOWIADANIE][ANGEL] Prolog: Za lepsze jutro

Szczęśliwego Nowego Roku!!! Jako że to pierwsza notka w tym nowym 2019 roku, to na początek chciałam Wam złożyć bardzo proste, ale bardzo szczere życzenia: niech ten rok będzie lepszy niż poprzedni, najlepiej dużo lepszy, ale jak nawet nie dużo, to przynajmniej trochę lepszy. Osobiście jak co do tamtego roku miałam spore oczekiwania, tak od tego roku sama nie wiem, czego chcę, więc po prostu zobaczę, co takiego mi przyniesie. A na „dobry” początek mam dla Was coś, co napisałam pod wpływem chwili i co w przeciwieństwie do ostatniego opowiadania, prawdopodobnie będę kontynuować, bo mam na to dość konkretny pomysł. Nie będzie to opowiadanie ani słodkie i pozytywne, ale też nie jakoś bardzo dołujące, przynajmniej mam taką nadzieję, zobaczymy w praniu jak wyjdzie. Mam nadzieję, że mimo wszystko trochę Wam się spodoba. Jeszcze raz wszystkiego najlepszego w nowym roku! :)

Czas mijał za szybko. Kieliszek za kieliszkiem rok 2018 zbliżał się ku końcowi, a razem z nim rozmywała się świadomość tego, gdzie była, z kim i do jakiej piosenki tańczyła, co i za co właściwie piła… Z każdą sekundą było to coraz mniej ważne, tak samo jak i kolejny rok, który nie przyniósł jej żadnych zmian i który w jej pamięci szybko zleje się z innym latami, zdającymi się nie mieć żadnego znaczenia. Minął rok, a ona była w tym samym punkcie, mimo że na innej imprezie, w innym mieszkaniu, z innym ludźmi, a jednak znów tak samo lub może nawet bardziej pijana i tak samo lub bardziej wątpiąca w to, że jeszcze może być lepiej. Śmiała się głośno z żartów, których nawet nie starała się zrozumieć, bez choćby odrobiny uczucia pozwalała, by chłopak, którego imienia nawet nie pamiętała, obejmował ją w tańcu i całował na kanapie w kącie pokoju. Gdy tuż przy uchu usłyszała propozycję, czy może chce się przenieść w bardziej prywatne miejsce, roześmiała się głośno. Nie żeby miała coś przeciwko, właściwie czemu nie, tylko że…

– Która jest? Poczekajmy chociaż na północ – rzuciła, po czym zerknęła na srebrny zegarek na ręce, jednak chwilę później dalej nie wiedziała, która jest godzina. Była pewna, że nie przegapi północy, z mieszkania, w którym świętowali w tym roku, był świetny widok na fajerwerki, była pewna, że je zauważy, nieważne, jak pijana by nie była.

Wyswobodziła się z uścisku nieznajomego i wstała z kanapy. Lekko chwiejnym krokiem podeszła do stołu, na którym wciąż było jeszcze sporo alkoholu. Swój instynkt samozachowawczy zabiła już przynajmniej dwa drinki temu. Jeden czy trzy więcej nie zrobią już różnicy. Ten rok, jak i każdy poprzedni, był pełen błędów, z których jednych żałowała mniej, innych bardziej, była pewna, że kolejny będzie dokładnie taki sam, nawet jeśli teraz mało ją to obchodziło. Żałować będzie dopiero, kiedy wytrzeźwieje.

– Za lepsze jutro – ktoś stuknął swoją szklanką o jej szklankę, odgłos szkła uderzającego o szkło utonął wśród dźwięków zbyt głośnej muzyki i głosów ludzi, którzy próbowali ją przekrzyczeć. – Żeby w tym roku coś się zmieniło.

– Coś? Niby co? – spojrzała na dziewczynę, którą znała najlepiej z całego zgromadzonego towarzystwa. Nie były przyjaciółkami, to zdecydowanie było za mocne słowo, by opisać ich relację, ale wciąż bezpiecznie mogłaby powiedzieć, że była to najbliższa jej osoba w całym tym chorym mieście. – Dobrze wiesz, że ten rok będzie tak samo popierdolony jak i wszystkie wcześniejsze.

– To żeby dla odmiany był popierdolony pozytywnie – odpowiedziała jej koleżanka, jeszcze raz zderzając się z nią szklanką, po czym upiła duży łyk swojego napoju i roześmiała się wesoło, zawsze była odrobinę zbyt pozytywnym człowiekiem. – Zaraz północ, chodź na balkon, zanim wszyscy się rzucą oglądać fajerwerki, chcę mieć najlepszy widok – dodała, pociągając ją za sobą, podczas gdy ktoś zmienił piosenkę wydobywającą się z głośników na znane wszystkim doskonale „Final Countdown”, odliczające ostatnie trzy czy cztery minuty do końca obecnego roku.

– O kurwa, jak piździ – zimne powietrze uderzyło w nie w momencie, gdy tylko uchyliły drzwi balkonu. Temperatura na zewnątrz nie była tak niska, jak zdarzało się w poprzednich latach, prawdopodobnie wciąż było kilka stopni na plusie. Wiał jednak zimny wiatr, a one ubrane były tylko w sukienki wieczorowe, które ani wiele nie zakrywały, ani tym bardziej nie dawały zbyt dużo ciepła.

– Nie zamarznij – ktoś zarzucił jej na ramiona gruby materiał, prawdopodobnie jakiś płaszcz, chyba nie jej, ale nieważne, ważne, że teraz nie zamarzała aż tak. Tylko trochę.

– Thanks – uśmiechnęła się szeroko do swojego wybawcy, którym okazała się koleżanka, która ją tu zaciągnęła, nic dziwnego. Ona też była pijana, ale najwyraźniej jeszcze na tyle trzeźwa, by wiedzieć, że powinny się ubrać. Sama również miała na sobie jakieś nakrycie, wyglądające na męskie. – Czyje to?

– Who cares – wzruszyła ramionami dziewczyna, uśmiechając się niby to bezradnie. – O, zaczyna się! – dodała, gdy kilka pojedynczych fajerwerków rozbłysło na niebie. Falstart. – Masz jeszcze alko?

W odpowiedzi tylko odwróciła szklankę do góry nogami, pokazując jej, że jest pusta, na co koleżanka podniosła jakąś butelkę, stojącą na balkonie i napełniła obie szklanki. – Idealnie…. SIEDEM, SZEŚĆ…. – dziewczyny dołączyły do głośnego odliczania, jakie dobiegło do nich ze środka mieszkania. – TRZY, DWA, SZCZĘŚLIWEGO NOWEGO ROKU!! HAPPY NEW YEAR!! WOOOOOOOOOO!!! – ich głośny krzyk po kilku sekundach zmienił się raczej w pisk, który i tak zagłuszony został przez odgłos sztucznych ogni.

Nowy rok przywitał ją krzykiem kilkudziesięciu osób, składających sobie nawzajem najlepsze życzenia, blaskiem fajerwerków, które chyba nigdy nie były takie piękne jak właśnie tej nocy oraz smakiem alkoholu, którego nie była w stanie nazwać, jednak nadzwyczaj jej smakował. Kilka noworocznych pocałunków, kilkanaście noworocznych uścisków, kilkadziesiąt noworocznych życzeń, z których żadne się nie spełni.

Szaleństwo trwało kilkanaście minut, po których sztuczne ognie zgasły, a niebo znów było całkiem ciemne, natomiast ludzie, którzy przyszli obejrzeć widowisko, stwierdzili, że jest za zimno i wrócili do środka. Nawet jej towarzyszka zniknęła gdzieś, nie wiadomo gdzie i z kim. Jej też ktoś proponował, żeby weszła do środka, odpowiedziała, że za chwilę przyjdzie.

Nowy rok powitał ją ciemnością i chłodem zimowej nocy, przeszywającym ją na wskroś. By się rozgrzać, upiła jeszcze jeden spory łyk alkoholu, tym razem nie fatygując się nawet, by przelać go do szklanki. Z butelki też dobrze smakował. Nowy rok powitał ją szumem w głowie, mieszającym się ze zgiełkiem dobiegającym z wnętrza mieszkania, tysiącem myśli, których nie chciała, tysiącem nadziei, które nigdy się nie spełnią.

Spojrzała w dół. Które to było piętro? Dziewiąte? A może dziewiętnaste? Do ziemi było tak daleko. Zastanawiała się, czy wystarczająco daleko, by choć przez chwilę poczuć się tak, jakby się leciało. Od natłoku myśli kręciło się w głowie, od nadmiaru alkoholu traciła poczucie rzeczywistości. Czy to wciąż działo się naprawdę czy to już jest sen? Czy naprawdę stała na krawędzi balkonu, czy naprawdę przeszła na drugą stronę barierki? Chyba nie, była zbyt pijana, żeby fizycznie być w stanie to zrobić, barierka była za wysoka. A może jednak? Czy naprawdę patrzyła z góry na pogrążoną w mroku ulicę, którą znała aż za dobrze? Nie, to nie była ta ulica, tak samo jak alkohol, którego smak wciąż czuła w ustach, ta ulica też była jej obca. To nie mogła być rzeczywistość, to musiał być sen. A skoro to tylko sen, to przecież mogła latać, we śnie wszystko jest możliwe. Ale skoro wszystko jest możliwe, to dlaczego wciąż nie mogła wzlecieć? Dlaczego zamiast lecieć znowu spadała?

Zamknęła oczy, a wśród milionów sprzecznych myśli, wykrystalizowała się jedna wyraźniejsza niż inne „Błagam, niech ten rok będzie inny, niech będzie lepszy, chociaż trochę”.

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

%d bloggers like this: