[CDRAMA][RECENZJA] 流星花園 (Meteor Garden) (2018)

Hej, dalszą część notki pisałam rano, ale ten wstęp piszę wieczorem, w połowie już praktycznie śpiąc, miałam dzisiaj strasznie męczący dzień, ale ta notka jest obiecana już od tak dawna, że w końcu musiałam ją wstawić. Następnym razem pewnie wrzucę kolejną część mojego opowiadania, podejrzewam, że za jakieś dwa dni, bo mam już mnóstwo pomysłów, o czym mogłabym tam napisać. A teraz zachęcam do przeczytania mojej opinii o dramie „Meteor Garden” i do podzielenia się swoimi własnymi opiniami na jej temat ;)

Zabieram się za napisanie tej notki od dwóch tygodni, bo ostatni odcinek dramy obejrzałam jeszcze przed wyjazdem czyli dokładnie te dwa tygodnie temu. Ale zebrałam się dopiero teraz i już wiem, że notka będzie raczej krótka, bo nie do dodania dużo poza tym, co pisałam w notce z pierwszym wrażeniem, do której odsyłam po ogólną zapowiedź dramy i jakieś taki podstawowe informacje, które mogą się przydać osobie, która jeszcze nie zaczęła dramy oglądać. A moje wrażanie po obejrzeniu całości zacznę od tego, że tak samo jak na początku, historia podobała mi się do samego końca, o!

Słyszałam kilka głosów na temat tego, że zepsuli końcówkę. I trochę się zgodzę, bo dwa ostatnie odcinki do najlepszych nie należały, uważam, że było w nich za dużo retrospekcji, których mnie się po prostu nie chciało oglądać i większość przewijałam. Ucięli też jedną scenę w takim momencie, ze spokojnie mogliby dograć jej kontynuację zamiast tych wszystkich flashbacków i wtedy byłoby super. Ale nawet mimo tych kilku niedociągnięć, końcówka i tak mi się podobała, ostatnia scena to było po prostu złoto i diamenty dla mnie, choćby dla niej warto było dooglądać do końca <3

No i właściwie to by było na tyle na temat minusów tej dramy, bo poza tym raczej same plusy. Dawno żadna drama mnie tak bardzo nie wciągnęła, na początku byłam bardzo sceptyczna ze względu na mój niesamowity sentyment do japońskiej wersji tej historii. Ale teraz mogę powiedzieć z czystym sumieniem, że Chińczycy dali radę zrobić to tak samo dobrze, o ile nie nawet lepiej.

Aktorzy grający główne postaci byli bardzo dobrze dopasowani, czułam od nich dokładnie taką aurę, jaką powinnam czuć. No, może tylko Huaze Lei jak dla mnie był trochę zbyt uroczy, a za mało tajemniczy, o czym już wspomniałam w poprzedniej notc, ale generalnie z czasem i jego polubiłam. Po prostu dla mnie to była zupełnie inna postać niż Hanazawa Rui w japońskiej wersji, ale mimo że inna to również bardzo dobra. Dlatego dla wszystkich aktorów wielkie brawa, uważam, że naprawdę świetnie się spisali, mimo że dla większości z nich to była pierwsza taka większa rola. Szczególnie chciałam pochwalić dwójkę głównych aktorów, Ah Si był dokładnie takim zdolnym, ale dziecinnym facetem, jakiego spodziewałam się zobaczyć, a Shancai była dziewczyną o silnym charakterze, która potrafiła ogarnąć życie i nie potrafiła przyznać się do tego, że mogła się zakochać, i było między nimi czuć taką chemię, uwielbiałam ich po prostu. Dodatkowo bardzo podobało mi się to, że każdy z bohaterów miał rozwinięty swój własny wątek, niektóre podobały mi się bardziej (Ximen x Xiaoyou <3), inne mniej (Caina…), ale ogólnie to bardzo cieszyło mnie to, że żaden z bohaterów nie został potraktowany po macoszemu, że tak powiem, każdy miał swoje pięć minut i miał szansę się wykazać. Bardzo podobała mi się też postać Xiaozi, której nie pamiętam z żadnej innej wersji (może jej nie było, a może była, a po prostu nie pamiętam), ale tutaj była tak niesamowicie uroczą postacią, że po prostu nie dało się jej nie kochać <3

Poza tym, o tym też już wspomniałam, ale powtórzę, daję dużego plusa za realia, w jakich poprowadzona była drama. Cieszyło mnie to, że bohaterowie są studentami uniwersytetu, a nie liceum, dawało to mnóstwo nowych możliwości na wątki poboczne, plus po prostu dla mnie było bardziej realistyczne, bo jednak z dram szkolnych już wyrosłam i jakbym miała patrzeć przez 48 odcinków na szkolne mundurki, to chyba jednak nie dałabym rady. Podobało mi się też, że podróżowali po świecie i sceny zderzenia kulturowego czy bariery językowej również zostały fajnie pokazane.

Kolejny plus za muzykę. Wszystkie piosenki w dramie były naprawdę świetne, dobrze dopasowane do sytuacji, w których się pojawiały i niektóre naprawdę człowiek nieświadomie zaczynał nucić już po jakimś czasie. Większość piosenek była śpiewana przez aktorów grających główne postaci, tylko kilka było śpiewanych przez profesjonalnych piosenkarzy. Osobiście jestem zakochana szczególnie w piosence Dylana Wanga „Don’t Even Have To Think About It” i w piosence „Love Exists” Qiqi Wei, a  i jeszcze w openingowym „For you” w wykonaniu czterech przystojnych panów z F4. Dodatkowo wielki plus za wykorzystanie w dramie piosenki „”Emotional” w wykonaniu Harlema Yu, ponieważ jest to piosenka przewodnia z poprzedniej wersji „Meteor Garden” (drama z 2002 roku), co dodatkowo nadawało tej serii takiej sentymentalnej nuty.

Aaaaa, jeszcze jeden minus mi się przypomniał, ale tu już takie czepianie się. Czy twórcy tej dramy nie wiedzą, jak naprawdę wygląda deszcz spadających gwiazd?! Wszystko było tak fajnie realistyczne, że te przerysowane, wręcz bajkowe, wyobrażenie deszczu meteorów jakoś strasznie mnie raziło, zwłaszcza że osobiście przynajmniej raz w roku, w noc największego deszczu spadających gwiazd, potrafię godzinami leżeć na tarasie i patrzeć w niebo, więc doskonale wiem, jak wygląda takie zjawisko.

No, ale to taka jedna rzecz, która mnie denerwowała, poza tym wszystko mi się podobało i daję dramie takie mocne 9/10 i polecam wszystkim, nie przeraźcie się ilością odcinków, obiecuję Wam, że bardzo szybko Wam zlecą, drama się nie ciągnie, wszystko ogląda się z przyjemnością, a przynajmniej ja oglądałam z przyjemnością i rozmawiałam z kilkoma osobami, które mówiły to samo, więc wierzę, że i Wam się spodoba. Jedyne złe komentarze, jakie słyszałam to tylko do tej samej końcówki, bo poza tym to słyszałam same zachwyty od innych i sama również jestem zachwycona, więc ;) Jeśli też obejrzeliście tę dramę, zachęcam do komentowania i dzielenia się swoimi wrażeniami. Co Wam się podobało, co Was denerwowało, kto był Waszym ulubionym bohaterem, na kogo nie mogliście patrzeć? Jestem bardzo ciekawa Waszych opinii.

A, i jeszcze jakby ktoś chciał czasopismo YOHO GIRL z chłopakami z F4 na okładce, to też dajcie znać, bo tak codziennie widzę je w kiosku i kusi, żeby kupić, ale ja przeczytam dwa artykuły, pooglądam obrazki i tyle, więc jakby ktoś chciał, to będzie do rozdania, myślę, że w stanie prawie niezniszczonym.

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

%d bloggers like this: