[JPOP] 赤西仁 (Akanishi Jin)- À la carte – RECENZJA ALBUMU

Hej, planowałam w sumie inną notkę, bo generalnie nigdy nie pisałam recenzji albumów, nawet swoich ulubionych artystów, i raczej nie zamierzałam zaczynać, ale… Akanishi mnie do tego zmusił. Po prostu… to co właśnie wczoraj popełnił, nie mogło zostać bez mojego komentarza. Wiem, że w sumie nikogo to chyba za bardzo nie interesuje, ale no, ja się musiałam wyżyć po prostu, więc oto jest, najpierw przejście piosenka po piosence przez cały album, a później podsumowanie całości. Na wstępie powiem, że jak ja piszę, że z czymś szału nie ma, ale może być, to zazwyczaj można to tłumaczyć, jako „z własnej woli tego pewnie nie włączę, ale jak samo się włączy na playliście, to też nie przełączę”, tak żebyście wiedzieli, co mam na myśli mniej więcej, jakby jednak ktoś zdecydował się to przeczytać.

  1. Feelin’

Jedyna nowa piosenka na tym albumie i przyznaję się bez bicia, że na początku nie byłam przekonana. Taka zwykła klubowa piosenka, pewnie dobrze by mi się do niej bawiło na imprezie, ale tak do słuchania to meh. Ale jak tak przesłuchałam ją raz drugi, trzeci i piętnasty, to w sumie mi się wkręciła, przynajmniej refren. „Tell me what you feelin’~”

  1. Go HigherRearranged

I tutaj zaczynamy przygodę z rearanżacjami nowych piosenek i teraz każdy opis to będzie mniej-więcej porównanie, która wersja podobała mi się bardziej, czy ta nowa, czy jednak stara czyli czy robienie rearanżacji starych utworów ma jakiś sens. I w tym przypadku powiem szczerze, że w sumie nie wiem, wydaje mi się, że w oryginale ta piosenka podobała mi się tak samo jak w nowej aranżacji, czyli że szału nie ma, ale jest okej. I przy tym pozostańmy.

  1. Ain’t EnoughRearranged

Jak usłyszałam tę piosenkę, to zgłupiałam, bo kompletnie nie mogę sobie przypomnieć oryginalnej wersji, a przecież musiała być, skoro to rearanżacja. Ale nie mam pojęcia, na którym albumie, musiała mi się nie podobać za bardzo, skoro nawet jej nie zapamiętałam. Bo przesłuchać musiałam, tego jestem pewna. I w sumie ta wersja…  też szału nie ma, taki sobie utworek na imprezę.

  1. Slow(Rearranged

Tak słucham, słucham… I w sumie to nie wiem, obie wersje wydają mi się strasznie podobne i nie wiem, po co robić nową wersję w tym przypadku, tak szczerze mówiąc. Zresztą nigdy nie byłam fanką tej piosenki tak ogólnie, ale słuchać się da.

  1. Dayum(Rearranged

Okej, ale tutaj mi się nowa aranżacja podoba. Wydaje mi się taka bardziej chillowa, jak jej słucham, to zaczynam się od razu bujać do muzyki przed komputerem i zaraz gęba mi się cieszy. Stara wersja nie robiła na mnie takiego wrażenie, zdecydowanie.

  1. Baila(Rearranged

Ta piosenka w nowej wersji też ma zupełnie inny klimacik niż w oryginale i też mi się podoba. Obie wersje mi się podobają, są dość wyraźnie inne, ale obie są dobre, daję okejkę ;)

  1. Mami LocaRearranged

To jest chyba jedyna aranżacja na tym albumie, której moje serce naprawdę potrzebowało <3 Ta gitarka to po prostu złoto i diamenty i tak jak oryginalna wersja tej piosenki nigdy nie należała do moich ulubionych (znaczy lubiłam, ale po prostu lubiłam, z piosenek wydanych w tym samym czasie większość podobała mi się bardziej niż ta), tak teraz po prostu zapętlam jak szalona. Niby dalej trochę zostajemy przy klubowych rytmach, ale ta gitarka dodaje takiego akustycznego latynoskiego klimatu, który bardzo pasuje tej piosence. Akurat tej aranżacji daję baaardzo duże TAK :D

  1. One Last TimeRearranged

Za to tej daję duże NIE. Oryginalne „One Last Time” jest jedną z moich najulubieńszych piosenek, Melodia już od pierwszego przesłuchania wbiła mi się w głowę i mimo że tekst wzbudzał niemałe kontrowersje, to i tak jestem pewna, że za rok, jak będę się pakowała przed powrotem do Polski, to będę śpiewać „I’m packing my bags ’cause the journey is over”. Melancholijna smutna muzyka robiła całą tę piosenkę, a w aranżacji zaprezentowanej na tym albumie ta melodia jest praktycznie zagłuszona, przez co utwór absolutnie nie wyróżnia się na tle innych klubowych piosenek.

  1. Heart BeatRearranged

Szczerze mówiąc, to tak średnio kojarzę oryginalną wersję tej piosenki, chyba mnie jakoś szczególnie nie porwała. I ta aranżacja też mnie jakoś wybitnie nie porwała, ale jak przed chwilą przesłuchałam obie wersje jedna po drugiej, to chyba ta nowsza podoba mi się bardziej. Ale w sumie obie są bez szału dla mnie, szał by był dopiero, jakbym usłyszała to na żywo.

  1. OpaqueRearranged

Do tej aranżacji mam w sumie mieszane uczucia, bo w oryginalnej wersji zawsze czegoś mi brakowało, a tu z kolei mam wrażenie, że jest o coś za dużo, jeden efekt mniej i byłoby perfecto, ale że jest o ten jeden efekt za dużo, to momentami mi się bardzo przyjemnie słucha, a momentami jakoś tak dziwnie i mam ochotę przełączyć, hmm

  1. Can’t Get EnoughRearranged

Jeśli chodzi o tę piosenkę, to w sumie obie wersje mi się podobają, są trochę inne, ale obu bardzo przyjemnie mi się słucha. W sumie w nowej aranżacji bardzo podoba mi się to, że zaczyna się od refrenu, bo w oryginalnej sam wstęp mi się tak średnio podobał, a teraz już od samego początku mi się wkręca :D Plus mam pytanie takie samo, jak przy oryginalnej wersji: kim jest dziewczyna, która śpiewa w tej piosence? Nigdzie nie mogę znaleźć tej informacji, ugh.

  1. Summer LovingRearranged

Tak samo jak przy poprzednim, obie wersje mi się podobają :) Gdybym miała wybrać jedną, to chyba jednak wybrałabym oryginalną, ale jestem pewna, że do obu by się dobrze bawiło na imprezie nad basenem, jak już go będę miała w ogródku.

  1. Hey What’s Up?(Rearranged

Nie jestem pewna, czy on tę wersję śpiewał już na jakimś koncercie, czy mi się to ubzdurało, że to ta sama, ale kojarzy mi się z jakimś koncertem i jest to dobre skojarzenie. Oczywiście oryginalnej wersji nie pobije, bo ma ona bardzo specjalne miejsce w moim serduszku, no ale tak jak mówiłam przy poprzednim utworze, ten również w obu wersjach puściłabym na imprezie nad basenem, i to zapewne kilka razy :P

  1. Mi AmorRearranged

Co do tego kawałka mam mieszane odczucia. Jest bardzo inny od oryginału, ale jak z większości utworów zrobiono bardziej klubowe kawałki, tak tutaj z mocno elektronicznego brzmienia zrobiono coś bardziej akustycznego i powinno mi się to bardzo podobać, ale sama nie wiem, dzisiaj chyba po prostu nie mam nastroju na ballady. Ale czuję, że innego dnia mogłabym ją włączyć i stwierdzić, że tak, to jest właśnie to, czego potrzebowałam. Więc uważam, że obie wersje są bardzo dobre, mimo że każda jest zupełnie inna, każda na inny dzień po prostu :)


Podsumowując: wyszedł z tej notki mniejszy hejt niż z początku myślałam, ale generalnie z całej płyty tylko jedna piosenka jest moim zdaniem naprawdę udana i jest to „Mami Loca”, jedna jest naprawdę bardzo nieudana to jest „One Last Time”, reszta po prostu może być, ale szału nie ma. Generalnie nie jestem jakąś wielką fanką muzyki klubowej, a właśnie w takich klimatach utrzymany jest ten album, niektóre z nich ogólnie dość lubię, ale mniej więcej połowa nie przemawia do mnie jakoś bardzo ani w wersji oryginalnej, ani po rearanżacji, po prostu nie moje klimaty. Cały czas modlę się o album, na którym będzie więcej różnorodności stylistycznej i językowej, bo jednak to, co kocham najbardziej to Jin śpiewający po japońsku, o! Także mam nadzieję, że moje życzenie jeszcze  kiedyś się spełni, a póki co żegnam Was i idę dalej zapętlać „Mami Loca”, ta piosenka ratuje mi cały ten album, serio, bez reszty bym się jakoś obeszła i nawet bym specjalnie nie płakała, ups…

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

%d bloggers like this: